niedziela, 30 października 2011

Jak logika mnie zawiodła

Ogólnie, jak pisałam w poprzednim poście, życie po pięćdziesiątce zaplanowałam sobie całkiem nieźle. Mój logicznie matematyczny umysł zaprojektował mi bardzo ciekawe zajęcie pozwalające na dowolną organizację czasu (no, prawie dowolną, bo są takie momenty realizacji zlecenia, że nie mam mowy o żadnej dowolnej organizacji - jest tylko praca, praca, praca...).

W jakim miejscu zawiodła mnie logika?
Logicznie założyłam:
1) Żyję dość zdrowo (rzuciłam palenie już 10 lat temu, dużo chodzę, trochę ćwiczę), więc zawsze będę czuła się dobrze).
2) Będę zawsze lubić to samo.
3) Mój wygląd zmieni się tylko nieco (jak myślałam o zmarszczkach, mimo wszystko nie miałam na myśli ich całej gromady).
Jaka jest prawda:
1) Żyję dość zdrowo, ale od czasu do czasu coś tam mnie pobolewa i choć specjalnie nie skupiam się na tym, niekiedy to coś mnie niestety ogranicza.
2) Wiele rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość, np. częste spotkania towarzyskie, już mnie tak nie rajcują (teraz wolę spotkania tematyczne).
3) Mój wygląd - cóż. Na każdą zmarszczkę podobno trzeba sobie zasłużyć - w takim razie zasługi mam spore. Trochę się miotam - raz jestem zwolenniczką poglądu, że to nieważne, ważne jest tylko ciekawe życie, innym razem znowu mam ochotę ulec pokusie jakiejś drobnej korekty - coś podnieść, wypełnić, podciągnąć:)).
Do tego są dni, że nic mi się nie chce.
Dobrze, że wpadła mi w rękę książka Zbigniewa Ryżaka "Energia wewnętrzna".  Wzięłam sobie do serca szczególnie to zdanie: Jak ci się nie chce, to się zmuś!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz