sobota, 29 października 2011

Jak logika mi pomogła?

Ja, polonistka z wykształcenia, mam umysł matematyczny, długo by tłumaczyć, skąd ten nadzwyczajny wybór kierunku studiów. Po czterdziestce, która minęła zupełnie bez bólu, pomyślałam sobie, że trzeba się jakoś okopać na stare lata, żeby nie zależeć od czyjegokolwiek widzimisię i nie narażać się na uwagi w pracy w związku z wiekiem (choć nie sądziłam, że kiedykolwiek takowych doczekam).

Największą chęć miałam na skończenie jakichś nowych studiów zupełnie od czapy, ale logika wskazywała, że to bez sensu. Skończę te studia (np. jakąś informatykę, cybernetykę czy jakiś kierunek inżynierski), zdobędę jakiś całkiem nowy zawód lub tytuł i co? Pójdę do jakiegoś zakładu i powiem: "Jestem pełna zapału i nowej wiedzy, reszty się szybko nauczę, nie będziecie żałować, że mnie przyjmiecie"? Oczami wyobraźni widziałam przed sobą wybałuszone ze zdziwienia oczy ewentualnego kierownika, a za sobą całą kolejkę młodszych od siebie o rok, dwa, trzy... trzydzieści..., którzy mówią to samo, a na dodatek są bardziej wiarygodni, bo młodsi. 
Ten pomysł odpadł w przedbiegach. 
Zrobiłam bilans. Zawody wyuczone: polonistka i manager. Zawody wykonywane: bibliotekarz, nauczyciel, dziennikarz, menager. Do tego doświadczenie z własną firmą i biegła obsługa wielu programów komputerowych. Z matematycznej analizy tych i innych faktów oraz coraz większej niechęci do pracy na gwizdek (a raczej na dzwonek) wynikło, że:
1) Trzeba zacząć brać stypendium ZUS najszybciej jak się da. Dzięki temu będzie można skończyć z regularnym chodzeniem do pracy (moim ostatnim miejscem zatrudnienia była szkoła - tak pokancerowana ostatnimi reformami, że trudno mi było w niej wytrzymać).
2) Odpowiednim dla mnie zawodem będzie redaktor wydawniczy. Przeważyły następujące argumenty: doświadczenie polonistyczne, dziennikarskie i znajomość komputera - to da się wykorzystać. Do tego jeśli będę pracować zdalnie, nigdy nikogo nie będzie obchodziło, ile mam lat i zmarszczek. Będą liczyły się tylko KOMPETENCJE.
3) Trzeba skończyć jeszcze jakieś studia lub kursy, żeby mieć podstawy zawodu, skoro nigdy nie pracowałam w żadnym wydawnictwie. Padło na Studium Edytorstwa Współczesnego przy UKSW w Warszawie.
Droga okazała się słuszna, no i od kilku lat jestem zawodowym redaktorem książek.
Czyli tu logika nie zawiodła. A gdzie zawiodła? O tym w następnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz