poniedziałek, 30 stycznia 2012

Kłopoty z powodu nadgorliwej podświadomości


Już dawno słyszałam, że jeśli czegoś się naprawdę chce, to podświadomość słucha i  - jak dawniej komitet partyjny - dla swego załatwi wszystko.
Moje marzenia zwykle krążą wokół tego, co znajduje się nieco poza zakresem moich możliwości. W ramach urzeczywistniania jednego z takich marzeń dwa lata temu po raz pierwszy założyłam na nogi narty. Nawet miło by było, gdyby nie wszech ogarniający strach, przypominający ten z lekcji wuefu, kiedy kazano mi skakać wzwyż. Jednak powoli, powoli, od prób zjazdu z górki wielkości zaspy (po płaskim narty zjeżdżać nie chciały), udało się. Jeżdżę, byle jak, ale jednak. Stoki wybieram  łagodne, nie za długie, no i koniecznie muszę widzieć ze startu, gdzie jest meta.

W tym roku wymieniłam narty: nowe są 10 cm krótsze i mocno taliowane. W ładnym czerwonym kolorze. Dobrze, bo jeśli jeszcze założę czerwoną czapkę, z daleka wszyscy widzą, że jadę, więc mogą umknąć. Ale nie o technice i taktyce jazdy miało być.
W sobotę byliśmy w Unisławiu (górka najprzyjaźniejsza na świecie). Ja nie po raz pierwszy, ale moje piękne nowe narty tak. Trochę się bałam, co to będzie, jeśli na tych nowych nartach nie będę jeździć lepiej niż na starych. Wstyd jak diabli. Nawet przez chwilę pomyślałam tchórzliwe: Najfajniej byłoby mieć jakąś drobną kontuzję. Można by było z honorem się wycofać z narciarskich prób. Szybko wredną podpowiedź odgoniłam, ale widocznie moja podświadomość zdążyła ją podchwycić. Mówisz - masz! Zjechałam - nowe deski spisały się na medal. Podejście do orczyka, błąd w ustawieniu i leżę. Coś chrupnęło w kolanie, jednak dzielnie się pozbierałam. Jeszcze dwie godziny jeździłam, ale teraz już trzeci dzień prawie nie chodzę. Boli jak diabli. I wcale nie jest "najfajniej".  Chyba ograniczę kontakty z podświadomością, bo podchodzi do życia zbyt serio i jest stanowczo zbyt gorliwa!

3 komentarze:

  1. Alus!!!!!!!!Wiem to bedzie mala i sadystyczna moze pociecha zebys sie nie przejmowala jednym kolanem masz jeszcze drugie!!
    Ale pomysl ile mialas radosci w przygotowaniu do zjazdu ,wyobrazen jak to bedzie,gdzie zaatakujesz CALA potezna logistyka ktora juz masz!!!
    Teraz tylko musisz wydobrzeć i poćwiczyć...raz i jeszcze raz i możesz zjeżdżać z Kasprowego!
    Tego Ci życzy jeszcze zdechła ijo
    ps na pociechę polecam humoreskę Rafała Malczewskiego "Z pamiętnika początkującego narciarza"
    Przysięgam nie jesteś sama hihihi!
    Zycze powrotu na stok!ijo

    OdpowiedzUsuń
  2. Humoreski na pewno poszukam. Z kolanem też sobie poradzę (tak myślę). Oglądałam już w Internecie stabilizatory. Wspomogą biedne ścięgna i będzie dobrze:))Teraz będę ćwiczyć, na razie teoretycznie, ale już w następną środę chciałabym na stok.Zabawnie to było dwa lata temu. Pojechaliśmy do Unisławia . Przygotowywałam się do zjazdu teoretycznie. Bałam się orczyka (i jak widać słusznie) okrutnie. Zaplanowałam sobie, że tak jak w Zakopanem, gdzie narty miałam po raz pierwszy na nogach, będę sobie podchodzić po kawałku pod górę i zjeżdżać w dół, przy każdym zjeździe o 5 m dalej. Dzięki temu nie będę się bała ani zjazdu, ani wjazdu. Logistycznie opracowane było świetnie. Nie przewidziałam tylko jednego. W Unisławiu nie ma żadnej góry! Zjeżdża się w dolinę Wisły, parking jest "na szczycie", a żeby zacząć wchodzić z nartami do góry, trzeba najpierw zjechać kilkaset metrów w dół. I tak całą logistykę diabli wzięli. Zjechałam dzielnie na dół, a jak już zjechałam, to żal mi było czasu i sił, by taszczyć narty do góry i zaczęłam wjeżdżać orczykiem.
    Bardzo Cię proszę, Irciu, wracaj do zdrowia, i to już!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podświadomość to bardzo ciekawa sprawa, w Pani przypadku chyba jeszcze bardziej niż w innych ;) Życzę szybkiego powrotu Pani kolana do formy, mam nadzieję, że już za jakiś czas narty znowu wybiorą się w plener, już bez żadnych kontuzji ;)

    OdpowiedzUsuń