poniedziałek, 2 lipca 2012

Zjedź się, rodzinko:)

Temat w sumie stary, ale jestem świeżo po ostatnim zjeździe jednej odnogi naszej rodziny, więc i chęć do pisania na ten temat jakby większa.
Jak bywa zwykle?
Ślub, jakaś komunia, pogrzeb, czyli uroczystość rodzinna, która jest pretekstem do spotkania bliższej i dalszej rodziny. Przy pożegnaniu padają zaproszenia i szczere słowa: Musimy się teraz częściej spotykać! I co? I nic! Znowu potrzeba ślubu, jakiejś komunii czy (nie daj Boże!) pogrzebu, żeby przy jednym stole usiadła rodzinka, a przy pożegnaniu padły słowa... (już-wiecie-jakie).
Z mojej rodzinki w tym miejscu jestem dumna.
Spotkania rodzinne organizujemy od dziewiętnastu lat. Są zwyczajne i niezwyczajne jednocześnie. Dlaczego? Zwyczajne, bo z biesiadami wieczornymi przy ognisku lub przy grillu. Niezwyczajne, bo organizowane w różnych miejscach kraju, w różnych ośrodkach wczasowych lub pensjonatach. Organizatorzy (obowiązuje kolejka!) mają obowiązek przygotować program spotkania. Obowiązkowo musi być zwiedzanie jakiegoś obiektu (ciekawego!) oraz program sportowy, przy czym siatkówka jest obowiązkowa, a reszta różnie, zależy gdzie jesteśmy.
Do stałych punktów programu należy wykonanie z odpowiednimi gestami dwóch piosenek znanych wszystkim od najmłodszych lat: Laurencji i Krasnoludków. Bardzo to zabawnie wygląda, gdy w jednym kręgu najmłodsi i najstarsi wykonują przysiady i wygibasy do zawodzenia a capella.
Muszę jeszcze dodać - koszty sprawiedliwie dzielone są na wszystkich.
Wydaje Wam się głupie?
Absolutnie takie nie jest! Wiemy na pewno, że spotkamy się "Za rok o tej samej porze", czyli w pierwszy weekend wakacji szkolnych. Dowiemy się co u innych, opowiemy, co u nas, pośmiejemy się razem, czyli zupełnie niezobowiązująco i na luzie spędzimy czas. Czy zawsze są wszyscy? Pewnie, że tak..Wszyscy, którzy danego roku chcą i mogą przyjechać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz