wtorek, 3 października 2017

Jak pomyliłam Raj z Ruiną...

Zerknęłam tylko przez moment na zdjęcie, które chciałam zamieścić na fb. Raj - pomyślałam - przypominając sobie kilkudniowy pobyt w Poznaniu. Malutkie przycięcie, niewielka obróbka i już. Raj - jak nic. Po kilku godzinach spojrzałam jeszcze raz: eee, to nie Raj, to Ruina:)
Dlaczego mi się pomyliło?
Ruina (a właściwie La Ruina) i Raj to dwie sąsiadujące knajpki. Ruina to fantastyczna kawiarenka, a Raj to niezwykła restauracyjka (celowo używam zdrobnień). W Ruinie piłam świetną kawę i jadłam znakomity sernik z mango, w Raju jadłam bardzo dobry obiad. Bardziej zapamiętam jednak Ruinę. Pracuje tam niezwykła dziewczyna, z którą z przyjemnością się rozmawia. To ona opowiedziała nam o tych knajpkach i ich właścicielach, odmówiła zrobienia kawy americany:) i zachęciła do zamówienia ciasta.

La Ruina

Raj

La Ruina

Raj
La Ruina

Raj


La Ruina

Raj

Obie knajpki należą do małżeństwa podróżników, które właśnie wyruszyło w swoją kolejną wielką podróż. Tym razem po obu Amerykach. Wrócą podobno za 302 dni. Ich fascynacja podróżami widoczna jest wszędzie: zdjęcia na ścianach, menu w formie widokówek. Ich pasję widać także w daniach z różnych stron świata.
Grażyna Mądra-Pawlak i Jan Pawlak - podróżnicy restauratorzy - stworzyli też niezwykłą książkę kucharską Lubię. Atlas z przepisami. Przeplatają się w niej wspomnienia z przepisami (w tym na cudowny sernik z mango) i przepięknymi fotografiami.
To egzemplarz książki niemal zaczytanej (a może raczej zaooglądanej) z Raju.

Te książki czekają na swoich właścicieli. Długo chyba czekać nie będą.

To jedno z moich poznańskich odkryć. Jedno z... bo było ich bardzo dużo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza