poniedziałek, 9 października 2017

Z Fridą dobrze, z pamięcią gorzej:)

Gdy usłyszałam, że poznańskie Centrum Kultury Zamek przygotowuje wystawę prac Fridy i Diego, wiedziałam, że będę chciała tam być. Nieocenione koleżanki fotografki podjęły temat. Ledwo wystawa się zaczęła, już tam byłyśmy. Ulice (nie tylko tu, przy CK Zamek) zapowiadały, co się wydarzy.



Dobrze, że zdecydowałyśmy się zwiedzać z przewodnikiem. Na wiele ciekawych elementów na obrazach i zdjęciach na pewno nie zwróciłybyśmy uwagi. Polski kontekst, a więc zdjęcia artystki wykonane przez fotografki polskiego pochodzenia, a przede wszystkim wystawienie obrazów należących do Muzeum Narodowego w Warszawie oraz przypomnienie tajemniczego zniknięcia (na zawsze) obrazu Fridy Zraniony stół, po raz ostatni eksponowanego w Polsce na wystawie sztuki meksykańskiej, okazało się bardzo dobrym pomysłem. Związało eksponowane prace w całość. Chłonęłam wystawę, mając w pamięci film Frida, jak to odbiorca amator. Zdjęć nie zrobiłam wielu, chciałam się przede wszystkim napatrzeć. Pewnie to była jedyna okazja.






Niestety, nie wzięłam na wystawę ze sobą czegoś, co kupiłam już parę miesięcy temu i co miało służyć wyłącznie mojej próżności: barwnego plecaczka z wzorem nawiązującym do twórczości Fridy.  A tak go oszczędzałam, żeby nie zniszczyć przed planowaną premierą na poznańskiej wystawie:) No, cóż nie poszło, plecaczek poczeka do wiosny. Od czasu do czasu zimą też na niego spojrzę, zrobi się kolorowo.

Twórczynię plecaczka (i wielu innych równie fajnych) można znaleźć na fb: @juszkaszyje.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza